Nasze rodzinne podróze

niedziela, 24 lutego 2013

Tanczace fontanny, pokaz laserow i jazda na wielbladzie - czyli dzien pelen niezapomnianych wrazen!!!

Jeszcze przed wyjazdem do Indii planowałam wielkie zakupy za grosze. Bardzo się rozczarowałam. 5-go października postanowiliśmy się wybrać na zakupy. Bardzo chciałam zobaczyć typowy indyjski rynek i ... nie zobaczyłam go.



Byliśmy w kilku miejscach i wszystkie wygladaly tak samo - bardzo europejsko.
Jak dla mnie za bardzo europejsko.
 Zarówno pod względem sprzedawanego towaru jak i niestety cen.













Planowałam duuuze zakupy lokalnego rekodziela i nici z tego wyszły. Mijaliśmy po drodze male lokalne sklepiki, ale to nie o to mi chodziło!!! Markety, które widzieliśmy były duze, ekskluzywne i zwyczajnie drogie jak na indyjskie realia. Ceny byly w zasadzie takie same jak w Londynie! Po raz kolejny uderzył mnie kontrast. Tym razem pomiędzy centrami handlowymi, a lokalnymi, często brudnymi sklepikami, które nie miały nawet prawdziwego zadaszenia.













Po nieudanych zakupach wybraliśmy się do Lumbini Park na pokaz laserów, po drodze natomiast zatrzymaliśmy się na mala przejazdzke wielbladem!!!



Jechaliśmy sobie i nagle na poboczu zobaczyliśmy, 2 wielblady, konie i malutkie karuzele. Maz zapytał czy chce się tu zatrzymać, 
ale odpowiedź znal znakomicie :P




Matka jeździ konno, co więcej nawet instruktorem jeździectwa dawno temu została, ale wielblada dosiadac przyjemności wcześniej nie miala. Troszkę wiec byla tym faktem przejęta, w sekrecie dodam, ze w myślach szybko zdrowaski mowila. Weszla w koncu po schodkach, dosiadła zwierzaka, który na znudzonego cala sytuacja wygladal. Przerażenie matki wzrosło 100-krotnie, gdy zobaczyła, ze prowadzić będzie ja dziecko!!!! Maly chłopczyk!!!
7-8 letni!!!





Siedziałam wiec sztywno i myslalam, co zrobię jak wielblad zapragnie wolności i zacznie biec???!!! Jak szybko biega pewna nie byłam, ale gdzieś mi tam z biologii switalo, ze chyba dosc szybko nozkami potrafi przebierac.
Po chwili jednak pomyslalam "Na koniu galopowalas przez las, przez przeszkody skakalas, to i z wielbladem dasz rade!" I od tej chwili zaczelam się cudownie bawic. Jazda na wielbladzie tak naprawdę wygląda na duzo prostrza niz na koniu... Tylko spada się z trochę wyższego pietra.
 Maz sugerował, zeby Zarę tez na przejazdzke zabrać, 

ale... ten maly chłopiec...
Gdyby zwierzaka prowadził dorosły...
Balam się, ze jesli wielblad odmowi wspolpracy, Zara wystraszy się.
Sama bede się w stanie na nim utrzymac, razem z Zara - nie wiem.
Ponad to nie chcialam aby się wystraszyla i miala wielbladzia traume na cale zycie! Pojezdzimy razem jak Zara będzie wieksza... Moze za rok.





Nida, kuzynka Zarki dosiadła konika,
ale Nida jest starsza - Zara ma jeszcze czas.




Poglaskalismy razem wielbladka
i to takze bylo przezyciem dla mojej kruszynki. Wielblad przez caly czas byl niewzruszony. Patrzyl tylko w przestrzen i pewnie marzyl o piaszczystych pustyniach.








Kolejnym punktem dnia byl Lumbini Park. Jest to mały, publiczny park miejski , zajmujacy powierzchnie 7,5 ha. Przylega do Hussain Sagar w Hyderabadzie. Ponieważ jest położony w centrum miasta i w bliskiej odległości od innych atrakcji turystycznych, przyciąga wielu turystów przez cały rok. Wybudowany zostal w 1994 roku.





Pokaz laserów to glowna atrakcja parku. W godzinach wieczornych, po zmroku fontanny tancza w rytm muzyki , popularnych utworow i slynnych indyjskich filmow. Turystom przedstawiona jest historia Hyderabadu, jest to przedstawienie zapierajace dech w piersiach!
 



25.08.2007 był to jeden z celów w zamachach terrorystycznych, które zabiły 44 osoby, a ponad 50 ciezko ranily. W chwili obecnej poziom ochrony w parku jest bardzo wysoki, porownywalny do tego na lotniskach, a nawet - zaryzykuje stwierdzenie, przekraczajacy go. A o lotniskach troszke wiem :P










Park znajduje się nad jeziorem Hussain Sagar. W oczekiwaniu na pokaz laserów postanowiliśmy poszalec troszke na motorowce.
Kupilismy bilety i czekalismy w kolejce...




...czekalismy i czekalismy...



W koncu zrobilo się ciemno, a na niebie w oddali zaczely pojawiac się blyskawice.Juz tylko dwie osoby były przed nami, gdy okazalo się, ze kamizelki ratunkowe sa tylko dla doroslych!!!
Zrezygnowalismy...




Pokaz laserów byl przepiekny!!!
Zaczynal się od opowiesci historii milosnej...





Po czym opowiadal o historii Hyderabadu.
Najbardziej podobal mi się fragment gdy lektor opowiadal o tym jak Wielka Brytania opuscila Indie...





... i nastala niepodleglosc!!! Tlum bil brawo i krzyczal!
Nie jestem Indyjka, ale odczuwalam radosc razem z nimi.
No dobra, moze teraz to jestem tak po czesci :P














Zarusia usnela po pierwszych 10 minutach przedstawienia, 
musimy wiec wrocic gdy podrosnie.


W drodze do domu spala jak aniolek, na tylnim siedzeniu samochodu.
Zanim ktos zapyta, odpowiem - Tak, jezdzilismy bez fotelika. Na poczatku nie chcialam sie na to zgodzic, ale musialam sie poddac, bo wszyscy tak jezdza.
Mimo, ze ruch drogowy odbywa sie niemalze bez jakichkolwiek zasad, za to przy tysiacach wiecznie naciskanych klaksonow, wypadkow jest malo.
Sa straszne korki, a co za tym idzie jezdzi sie wolno. Wszyscy bez przerwy trabia, wiec niesposob kogos nie zauwazyc.
Tego sie nie da opisac, to trzeba przezyc :)
Przez pierwszych kilka dni bylam przerazona, ale mozna sie do tego przyzwyczaic.   


sobota, 23 lutego 2013

Osman Sagar i bezdomne psy.

 Dawno juz nie pisałam nic o Indiach, ale tyle rzeczy zostało mi jeszcze do opowiedzenia. Wakacyjnych wspomnień wiec ciag dalszy...

Po całym dniu szaleństw w Ocean Park, wybraliśmy się na spokojny rodzinny piknik nad jezioro Osman Sagar.
Osman Sagar to sztuczne jezioro utworzone w 1920 roku po przez przegrodzenie rzeki Musi.
Zbiornik  nazywany jest także Gandipet Lake, stworzony został w celu zapewnienia miastu Hyderabad, zasobów wody pitnej, jak rowniez aby ochronić je przed powodzia, gdyż taka nawiedziła Hyderabad w 1908 roku.
Nazwa Osman Sagar pochodzi od imienia Osman Ali Khan, który to byl ostatnim Nizamem Hyderabadu, za jego panowania dokonano podziału rzeki i stworzono Gandipet Lake.










Najpiekniejszy widok na jezioro roztacza się prawdopodobnie z zabytkowego dzisiaj budynku - Sagar Mahal.
W czasach gdy panował ostatni Nizam, owy budynek byl ksiazecym pensjonatem wakacyjnym.
Slow tych jednak potwierdzić nie możemy, bowiem do budynku nie weszliśmy.









Tym co juz od czasów Nizama przyciagalo ludzi nad Osman Sagar, jest lekki wiatr z nad jeziora.
Po całym dniu w ponad 30C temperaturach, wieczór nad jeziorem, przy zachodzie slonca i w towarzystwie delikatnej bryzy z nad wody jest naprawdę niezwykle przyjemny.







Gandipet Lake to switne miejsce na rodzinny piknik, jedyne co mi się tam zdecydowanie nie podobało to... psy, bezdomne psy, przerazajaco chude...
Podchodziły pod nasze piknikowe koce i błagalnym wzrokiem prosiły o jedzenie. Na początku trochę się ich balam. W zasadzie obawiałam się, zeby Zara się nie wystraszyła, nie byłam pewna czy nie beda probowaly nas zaatakować.
 Były naprawdę głodne. Bardzo glodne...
Bylo to widać gołym okiem.
Psiaki uciekały jednak nawet gdy dzieci podnosiły glos.
Były głodne, chude i wystraszone...
Mimo, ze trzymały się od nas na odleglosc kilku metrów, nie miałam specjalnie apetytu.
Wrażenie robiły tylko na mnie, niestety...
W Indiach bezdomnych psów, jest bardzo duzo i nikt się nimi nie przejmuje.
Bezdomnymi ludzmi zresztą tez...