Translate

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Teneryfa - grozne slonce i Park Garcia Sanabria.

Zawsze zylam w przyjaźni ze sloncem. Uwielbiamy się nawzajem. Mogę siedzieć na sloncu godzinami. Kocham dotyk ciepłych promieni na mojej skórze. Gdy na niebie świeci slonce, mogę przenosic góry. Nie musi byc ciepło, wystarczy, ze jest słonecznie. Kocham slonce. Ono tez zawsze mnie kochało. Nigdy się nie spaliłam (prawie nigdy), nigdy nie dostałam udaru (prawie nigdy).




Wiadomo, ze w różnych miejscach na Ziemi slonce świeci z rózna sila. Delikatne słonko w Polsce, a także mocniejsze w Chorwacji, nigdy mi nie zaszkodziło. Wiele godzin na plazy, przy oliwce faktor 8 niemalże natychmiast skutkowały jedynie czekoladowa opalenizna.

Słonce w Indiach okazało się dla mnie juz trochę mniej przyjazne.
Po wdrapaniu się na Golkonda Fort, dostałam udaru słonecznego. Kilka godzin 40-sto stopniowej gorączki, dreszczy i przerażenia calej rodziny, z która musiałam walczyc, zeby nie zabierała mnie do szpitala. 





Potege slonca ponownie poznałam kilka tygodni temu na Teneryfie. Opisze to dokładnie ku przestrodze...

Poz zaledwie 4 godzinach na cudownej złocistej plazy Playa de las Teresitas w miejscowości San Andres kolo Santa Cruz, zauwazylam, ze moje nogi sa zaczerwienione. W pełnym sloncu zazwyczaj nie widać opalenizny, dlatego dalo mi to do myślenia. 





Dzień byl bardzo ciepły, słoneczny, na niebie nie bylo chmur, za to wial dosc silny wiatr. Sprawiało to, ze wcale nie czulo się, ze słonko świeci. Swiecilo bardzo mocno. Nie opalam się. Siedziałam z Zara na piasku, fale delikatnie nas zaczepiały, a my budowalysmy domki z piasku. 

Gdy zorientowałam się, ze czerwienia mi się nogi (zawsze opalałam się na czekoladowo, nigdy na czerwono), wyszlysmy z plazy. Poszlysmy do muzeum.


Wieczorem w hotelu Zara chciała wlaczyc klimatyzacje, nie pozwoliłam jej. Bylo mi zimno. Miałam juz pewnie goraczke, ale nic poza tym mi nie bylo, wiec się nie zorientowałam. Cala noc nie mogłam spac. Bolały mnie plecy, ręce, nogi. Nogi miałam czerwone od palców, az po linie bikini. Budziłam się co kilkanaście minut. Przez noc wklepałam w siebie 250 ml balsamu po opalaniu. Zwykle taka butelka starcza mi na kilka miesięcy. 


Rano obudziłam się i bylo mi bardzo duszno, slabo, czułam się bardzo zmęczona. Wstałam aby pójsc do łazienki...

Otworzyłam oczy, bylo ciemno... Minelo kilka sekund zanim się zorientowałam, ze lezę na podłodze w lazience, pod zlewem. Zemdlalam. Drogi do łazienki wcale nie pamietam. Szybko usiadlam. Nogi miałam na przedpokoju, kilka metrów dalej stala Zara. Patrzyla na mnie, ale nie byla przestraszona. Przygladala mi się. Pewnie uderzajac o zimne kafelki łazienki, odzyskalam przytomnosc. Pewnie stracilam ja tylko na kilka sekund, tak mi się wydaje.

Usmiechnelam się do Zary i powiedzialam, ze "mama tylko zrobi szybko siusiu i idziemy na plaze". Odwzajemnila usmiech. Wrocilam z łazienki i usiadlam na lozku. I chyba natychmiast powiedzialam, ze musze isc do łazienki jeszcze raz. Chyba natychmiast, bo Zara ze zdziwieniem powiedziala, ze przeciez dopiero bylam. Czulam się trochę jakbym spala. Slyszalam jak Zara mówi, ze pieka ja ramionka. Bylo mi goraco, chcialo mi się spac. W pokoju bylysmy tylko my dwie. Na Teneryfe przylecialysmy same. Wystraszylam się, naprawde się wystraszylam. Bylam sama z 4-letnim dzieckiem, daleko od domu i dzialo się ze mna cos dziwnego. Bez watpienia to byl udar słoneczny. Duzo wiekszy niz ten z Indii.

Odkrecilam zimna wode w kranie i wlozylam pod nia glowe. Wypilam duszkiem 4 szklanki zimnej wody i wrocilam do pokoju, kolo telefonu polozylam numer do hotelowej recepcji. Postanowilam, ze jezeli za 5 minut nie poczuje się lepiej przedzwonie do recepcji i poprosze o pomoc.


Poczulam się lepiej. Zeszlysmy na sniadanie. Glownie pilam. Duzo pilam. Po sniadaniu poszlam do recepcji.

-"Jestem idiotka" - powiedzialam do recepcjonisty.
- "Prosze tak nie mowic! Napewno pani nie jest!" - odpowiedzial zmieszany recepcjonista.
 "Jestem. Wczoraj bylam z corka na plazy, nie miałam nic na glowie. Dostalam udaru słonecznego. Zemdlalam w pokoju dzisiaj rano."
Recepcjonista przewrócil oczami w charakterystyczny sposób, potwierdzajac to co wczesniej sama powiedzialam.
- "Coz to czesto się tutaj zdaza." - powiedzial.

Zapytalam, czy powinnam zobaczyc lekarza. Doradzono mi, ze jesli nie boli mnie glowa nie musze, ale powinnam unikac slonca.


Poszlysmy wiec do parku. Park polecila nam Pani z informacji turystycznej. Nie jest to wielka atrakcja turystyczna, ale jezeli chcecie odpoczac od slonca w ladnej okolicy to warto tam zajrzec.


Parque Garcia Sanabria to najwiekszy park miejski na Wyspach Kanaryjskich,  67,230 metrów kwadratowych. Zostal oddany do uzytku w 1926 roku.

Zaczelismy od placu zabaw.




Nieustannie podziwialysmy tez przyrode. Uwielbiam palmy. To mój symbol wakacji. Dlatego pewnie, gdy opowiadam o 7 miesiacach pracy w Chorwacji, zawsze mówie, ze to byly wakacje, a nie praca...









Odpoczywalysmy przy fontannie.
































Znalazlysmy nawet w parku banany! Plantacje bananów sa na Teneryfie bardzo czesto spotykane. Najlepsze banany pochodza podobno wlasnie z Teneryfy.  Jednak nie mogą byc sprzedawane w Unii Europejskiej, bo nie spełniają biurokratycznych norm.




















Przesliczny, kwiatowy zegar w parku Garcia Sanabria, zostal zrobiony w Szwajcarii w House Favagi i podarowany Teneryfie przez konsula Danii w 1958 roku. Po obu stronach zegara znajduja się schody które prowadza do parku. Na zegarze zawsze rosna swieze kwiaty.





Tuz kolo zagara znajduje się mala kawiarnia, gdzie mozna odpoczac przy zimnych napojach, kawie lub tez zjesc cos w cieniu palm. Ja odpoczywalam. Zara szalala, jak zwykle zreszta. Ona nigdy nie jest zmęczona.





 Po zabawie w parku pojechalysmy na plaze. Mimo, ze nie byla mi ona wskazana, nie mogłam odmówic Zarze zabawy w wodzie. Moja rozrabiara szalala na brzegu, a ja ukrywalam się pod maxi dress z recznikiem na plecach.






Na plazy nie bylysmy dlugo, tylko trochę ponad godzine. Nie chcialam ryzykowac. Wrócilysmy do hotelu i poszlysmy na spacer po okolicy.







Wieczorem, przed kolacja bawilysmy się tez trochę na hotelowym placu zabaw.










To byl juz nasz ostatni dzien na Teneryfie, nastepnego dnia po sniadaniu czekal na nas 4 godzinny lot do domu, do Londynu.

Na Teneryfie bardzo nam się podobalo. Mimo, malej awarii mojego organizmu, to byl bardzo udany wyjazd.

Poniewaz zasugerowano mi aby napisac o cenach na Teneryfie i tym, czy wycieczke planowalam sama czy tez przy pomocy biura podrózy, o tym wlasnie bedzie kolejny post. Zapraszam!


A teraz ide przygotowac uroczysty obiad i pyszne ciacho. Dzisiaj mija 9 lat od mojego przyjazdu do Londynu, a tym samym 9 lat znajomości z moim mezem :)


  Spacer po Parku Garcia Sanabria to kolejna z naszych wypraw terenowych w ramach projektu 
"Przyroda pod lupa" to projekt autorki bloga Kreatywnym okiem.
Gdy zrobi sie chlodniej wezmiemy pod lupe banany! Bananowiec zrobil na nas wrazenie.

5 komentarzy:

  1. wspaniałe wakacje jest tam cudownie.Ninko Zarunia była już w tylu miejscach tyle zwiedziła

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozazdrościć wyjazdu. Pozdrowienia z Polski. Jeszcze trochę i ja wreszcie wyjadę na wakacje. Wybieram się do Maroka, więc mam nadzieję, że będzie równie pięknie jak u was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maroko... :) Mialam tam pracowac przez 3 miesiace, ale plany ulegly zmianie. To niesamowite miejsce!!! Zycze cudownych wakacji!!!

      Usuń
  3. Gratuluję wyjazdu poniżej link do mojego bloga trekkingowego, jeśli chciałabyś w przyszłości jednak wejść na Teide :-)
    www.trekkingbeyondthesea.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy artykulł, bardzo dużo fajnych informacji. Dzięki bardzo :) Przepiekne zdjecia

    OdpowiedzUsuń

Dziekujemy za odwiedziny! Pozostaw po sobie slad, bedzie nam bardzo milo :) Odwiedzimy takze i Ciebie.

UA-44437388-1