Translate

środa, 26 marca 2014

Sarenka czy "wakacjowanie"? Oto jest pytanie!

Ci z Was, którzy tutaj czasami zagladaja wiedza,ze bierzemy udzial w projekcie "W 7 bajek do okola Świata." Od 16-go kwietnia, co srode będziemy Was zabierac w podróż. Będzie to podróż niezwykła. Wspólnie poznamy 7 bajek z siedmiu kontynentów. Z 6-ciu w zasadzie, Antarktydę potraktowaliśmy bowiem trochę ulgowo. Ponieważ kwiecień i maj to zwykle miesiące juz bardzo cieple, często więcej czasu spędzamy poza domem niz w domu. Czytac co prawda mozna także w parku (co często zresztą robię), ale zeby nie walczyc z czasem juz teraz rozpoczelysmy przygotowania.



Na pierwszym z kwietniowych spotkań zaprosimy Was do Australii i Oceanii. Dzisiaj czytalysmy z Zara bajkę z tej czesci swiata. Szczegółów jeszcze oczywiście Wam nie zdradzę, powiem tylko tyle, ze bajka byla o sarnie. Tak o sarnie, nie o kangurze, ptaku kiwi, czy misiu koala, ale o skromnej sarnie.


Historia spodobała się Zarze do tego stopnia, ze zaczela prosic, żebym jej kupila sarenkę. Wytlumaczylam córce, ze to nie takie proste. Sarna musi miec miejsce do biegania, przestrzeń, najlepiej czuje się na wolności, w bloku bylo by jej bardzo smutno.

Wtedy Zara wpadła na pomysł, ze sarenka mogla by zamieszkac w Ostruszy. Babcia z dziadkiem mieszkają w dużym domu z bardzo dużym ogrodem i tuz pod lasem, tam na pewno byla by szczesliwa. Zresztą odwiedzały by ja przyjaciólki. Zima sarny przychodzą do naszego ogrodu. Dziadek dokarmia je wiec często możemy je obserwować z okna. W pobliskim lesie tez często je widujemy. 

To zdjęcie saren wykonaliśmy w ZOO w Indiach



Na takie rozwiązanie sytuacji zgodziłam się (w sumie to nawet kiedys myslelismy o kupnie saren). Ale wówczas powstał kolejny problem. Gdy powiedziałam, ze będziemy odwiedzały sarenkę gdy będziemy w Polsce Zara stanowczo zaprotestowala. 

"Ja chce się nia opiekować cały czas!!!

Przez chwile przeszła jej przez glowe mysl o wyemigrowania do Polski, ale po chwili porzuciła ja.

"Wiem!!!" - zawolala.
"Kupimy dom z dużym ogrodem w Londynie i tutaj będziemy ja trzymac."

Zgodziłam się :) Domu z dużym ogrodem w Londynie w najbliższych dniach nie planuje kupować, wiec temat na trochę odwlecze się, pomyslalam.

Polozylam Zarę spac i zaczelam sprzatac kuchnie po kolacji. Nagle Słysze przeraźliwe wolanie:

"Mamoooo!!!!"

Lece sprawdzic co się stalo.

Zara siedzi na lózku, w oczach ma lzy, a brudka jej się trzęsie.

"Mamusiu jesli będziemy trzymac sarenkę w ogrodze w Londynie, to nie będziemy mogly więcej WAKACJOWAC." - mowi prawie placzac.

"Dlaczeko kochanie nie będziemy mogly?" - pytam najpowazniej jak moge, choc bardzo chce mi się smiac.

"Jak to jak? Przeciez ktos się musi nia opiekować."

J - "To moze tate w domu zostawimy jak będziemy jechaly na wycieczke i on bedzie się nia zajmowal?" - sugeruje.

Z - "Nie. Przeciez on pracuje. Sarenka bedzie się czula samotnie. Kto ja nakarmi?"

J - "To moze znajdziemy dla niej opiekunke. Będzie przychodzila i opiekowala się twoja sarenka w czasie naszej nieobecnosci."

Z - "Dobrze." - mowi Zara, ale golym okiem widac, ze nie jest przekonana co do mojego pomyslu.

Daje jej buziaka i wracam do kuchni. Mija kolejne 10 minut. Zara ponownie mnie wola. Ide.

"Mamusiu wiem co zrobimy! Wymyslilam! - wola podekscytowana. Ale powiem Ci na ucho, zeby nikt nie slyszal (w domu jestesmy same). Schowam ja do torby jak będziemy lecialy samolotem. Beda ja trzymala na kolanach i nikt jej nie zobaczy!"

Zgadzam się. Zara usnela zanim jeszcze zdazylam wyjsc z pokoju.


Wiecie o czym sobie pomyslalam? Madra ta moja czterolatka jest. Kochana.

Pomijajac fakt, ze sarenki raczej nie kupimy, a juz na 100% nie będziemy jej trzymac w Londynie, to tak sobie mysle, ze dziecko moje male jeszcze jest, a juz poczucie obowiazku i odpowiedzialnosci rozumie.

"Na zawsze ponosisz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś." powiedzial lis do Malego Ksiecia. Zara nie ma jeszcze 4 lat, a juz to rozumie. Jestem z niej dumna.

Z drugiej strony natomiast, przerazila ja mysl, ze nie będziemy mogly więcej "wakacjowac". Moja kochana, mala coreczka. W tym jednym zdaniu ukryte jest 1000 slów. Czyli wstawanie w srodku nocy, zeby zdazyc na samolot, dlugie podróze autobusem, czy wielogodzinne spacery maja sens. To nie jest tak, ze ja się bawie i ciagne ze soba to biedne dziecko. Mecze je niepotrzebnie.

Zara kocha podróze tak jak ja. Zawsze tak myslalam, ale od dzisiaj wiem to juz na 100%.

5 komentarzy:

  1. Moja ukochana mądra prawnusia,kocham was Zara rodzinnepodruże

    OdpowiedzUsuń
  2. Siemka jestem Daria ,
    bardzo przyjemnie przegląda się twoje teksty, zapewne obejrze twojego bloga jeszcze nie raz, a teraz pozdrawiam oraz proponuję wejść na moją strone online

    OdpowiedzUsuń

Dziekujemy za odwiedziny! Pozostaw po sobie slad, bedzie nam bardzo milo :) Odwiedzimy takze i Ciebie.

UA-44437388-1